sobota, 14 kwietnia 2012

Chce do Mamy

... do Mamy
ciepłej jakiejś, czułej, która pochyla się nade mną i całuje mnie w czółko na dobranoc i słucha jak coś paplam i mówi, że wszystko będzie dobrze
która JEST
nie chce do pustego domu
chce żeby tam była moja Mama i dała mi jeść i zapytała jak się czuję

Dlaczego wracam do pustego domu? Dlaczego nikt na mnie nie czeka, nie ma dla mnie czasu, miejsca, serca
Dlaczego nikt mnie nie widzi, że mnie boli, że tak bardzo mnie boli i tak bardzo mi jest źle?

Dlaczego wszystkich słucham, zbawiam i potem słyszę: "Ty to jesteś taka szczęśliwa, zawsze uśmiechnięta, mądra..."

Kurwa, nie chcę być mądra i ZAWSZE uśmiechnięta

ja chcę Mamy
zainteresowania

Nie chcę być przeźroczysta

Mama wychodzi z domu i znika a ja sobie radzę i owszem, tylko jakim kosztem i jakże bardzo mnie boli jak się dzieciaki ze mnie śmieją, jak nie umiem się z nikim zaprzyjaźnić, jak się wstydzę... dlaczego nie mam Mamy obok mnie? Dlaczego nikt mnie nie broni? Dlaczego nikt mnie nie nauczy jak się bronić?

Obraz dzieciństwa

Pusty dom, muza i ja sprzątam...

Tak, zupełnie jak dziś. Dzieciaki u Ojca, On się izoluje... jestem znów sama SAMA sama SAMA sama
Leżałam, spałam? Wściekałam się na to, że tak jest

- Kochanie czego potrzebujesz?
- Czegoś co by mi pomogło

Szkoda, że nikt nie siedzi u moich stóp i tak właśnie teraz nie pyta. Kto by to miał być? Ktoś kto nie jest na chwilę... tylko jest. JEST.

Pójdę wstawię pranie, poukładam graty, powyrzucam coś, wstawię zmywarkę, pralkę, powieszę pranie, może jeszcze umyję szafki, blaty, podłogę... będę sprzątać. Sprzątać i słuchać muzyki To takie znane

niedziela, 8 kwietnia 2012

Zmartwychwstanie

W życzeniach dziś usłyszałam:
"im więcej w sobie ukrzyżujemy, tym więcej zmartwychwstanie"

Doświadczam takiej bezsilności, bezradności, że już tylko pozostaje zamilknąć, czekać, zgodzić się na to, co się stanie, co mnie dotknie lub może właśnie nie dotknie...

dać się ukrzyżować
to nie rozpacz
to nie zobojętnienie

a jednak gdzieś przestaję walczyć

dać się ukrzyżować
to nie jest też zaufanie
to nie odwaga

bo przecież "Boże mój, Boże czemuś mnie opuścił" i "oddal ode mnie ten kielich"

a może właśnie przez lęk dochodzi się do ufności
i przez samotność wzrasta w odwadze

Zmagam się z życiem moim, z krzyżem moim i wciąż dochodzę do lęku, doświadczam samotności i tych granic nie potrafię przekroczyć, no nie potrafię

oj, tak - bunt - czemu ja? i oddal ten kielich
oj, tak cierpienie - gdzie się podziałeś i czemuś mnie opuścił

ale żeby tak "niech się Twoja wola stanie"... nijak.. nijak nie potrafię zaufać, odpuścić, odetchnąć, że oto decyzja zapadła, jest jak jest i nie trzeba już z jej powodu tak cierpieć

sobota, 7 kwietnia 2012

Jestem

Jestem, bo powołałeś mnie do życia
bo mnie chciałeś?

Jestem taka, bo przeżyłam, co przeżyłam
bo bolało?

Jestem.
Nie bardzo wiem po co
Dokąd idę
Gdzie zajdę
Kto tam będzie a kto zdradzi
Kto uszanuje a kto wyśmieje

i jakkolwiek realistyczne są moje lęki
to one są wyobraźnią
a ja?

Ja JESTEM.

Jesteś też Ty, bo powołałeś mnie do życia
bo ja Ciebie chciałam?

Jesteś, bo towarzyszyłeś w tym, co przeżyłam
opatrywałeś rany?

Jesteś.
Nie bardzo wiem jaki
Dokąd prowadzisz świat
Czy on do Ciebie zajdzie
Kto tam będzie a kto nie dotrwa
Kto będzie wierzył a kto wykpi

i jakkolwiek nierealistyczne jest Twoje istnienie
to jesteś rzeczywistością
wierzę

JESTEŚ który JESTEŚ

Znaczenie

Ważne jest to, jakie nadam czemuś znaczenie.
I jak bardzo będę w to wierzyć

Wytrwanie jednak może okazać się możliwe tylko dzięki miłości

piątek, 6 kwietnia 2012

Będę naukowcem

Znów silna fala uczuć. Wściekłość. Rozczarowanie. Bezsilność.
To tak z ostatniej godziny...

Gdyby zrobić przegląd całego dnia to... ho!ho!

Przerasta to mnie. Tyle bodźców z własnego ciała mnie przerasta. Nie mam pojęcia, co z nimi robić, jak je ogarniać, jak z nimi żyć i właściwie PO CO?
Sama sobie jestem udręką. To, co się we mnie dzieje jest udręką. To jak buduję relacje jest udręką. To jak próbuję o nie walczyć jest udręką. To jak próbuję je kończyć też k. jest udręką. To PO CO ja mam do jasnej cholery żyć? Cierpieć dla sportu? No nie! To już mi się przejadło. Może kiedyś pragnęłam cierpieć za miliony i dostrzegałam w tym jakikolwiek sens, ale odkąd chadzam na terapię, gdzie tłuką mi do głowy, by zobaczyć, jakie JA mam potrzeby, czego JA chcę i dokąd zmierzam to tamto zupełnie traci jakąkolwiek rację bytu...

No tak, mam dzieci, które wypadałoby wychować jakoś...

Ale jak wychowywać małego człowieka w takim stanie ducha? Jak Go nie podeptać? Nie zniszczyć? Jak pokazać piękno, gdy widzę ciemność? Jak dać nadzieję, gdy właśnie znów mi jej brak?

Bo mnie się wydawało, że jak będę się starać, jak będę siebie przekraczać, jak będę wydoskonalać się w miłości... to spotka mnie miłość... no już dobra, wiem, a nawet w sumie to czuję, że jak nienawidzę siebie to nikogo kochać nie mogę... no, więc już dobra, będę chodzić nawet grzecznie na tę terapię żeby zobaczyć dlaczego siebie tak nienawidzę i spróbować siebie pokochać, albo chociaż nie patrzeć na siebie z odrazą... Zrobię wszystko, co chcecie, co każecie, co powiecie, co trzeba, co konieczne, co nieuniknione tylko KURWA CHCĘ SIĘ POCZUĆ KOCHANA

On. sam nie wie, czego chce i siebie nienawidzi, więc pewnie się nie doczekam tego kochania. Ex.postanowił iść na zatracenie, kopnął w d., zdradził a teraz kroczy dumnie ku zatraceniu, jak Judasz - nie, nie ma wybaczenia, On demonem i tak już skończy. W swej bezsilności nic z tym nie zrobię jakkolwiek też mnie to wkurwia. 

W sumie wychodzi na to, że mam pomysły na życia innych, jak to pięknie i łatwo można by iść drogą samorozwoju ku świetlanej przyszłości, gdzie, choć odrobinę zazna się kochania. PYCHA? Pani moja twierdzi, że to schemat z dzieciństwa nieustająco powtarzam. Dobijam się do niedostępnej, nieobecnej matki i chcę by była dla mnie tak jak ja potrzebuję, a tu grobowa cisza, samotność, puste ściany...

No to ile jeszcze tym głupim łbem będę ten mur rozwalać?

MAM DOŚĆ!

I jeszcze Święta do tego... Eh, gdyby tak dzisiaj mnie ukrzyżowali... Może ból ciała uśmierzyłby ból duszy. Choć Chrystusa to chyba jednak bardziej rozdzierał ból duszy niestety.


A tak pozostaje postawa naukowca. Popatrzymy na mrówkę i zobaczymy jak tym razem to wszystko przeżyje… czy zaśnie? Czy uczucia ucichną? Czy nie? Co w mrówczym ciele? Żołądek znów się ściska? Ręce i łydki znów drętwieją? Hmmm Nie, nawet nie stawiajmy pochopnie diagnozy, że nerwica lękowa… a zaraz z niej depresja… nie, nie… popatrzmy sobie uważnie, jak mrówka się męczy…

czwartek, 5 kwietnia 2012

Niech się dzieje co chce

Jestem wykończona
Nie mam sił
na nic

nawet pragnąć już nie mogę... zaczynam sobie tłumaczyć, że to utopia

a pragnęłam miłości, nic więcej na świecie mnie nie obchodzi tylko, żeby poczuć całą sobą, doświadczyć miłości